sobota, 18 czerwca 2011

Boso wśród dzikich (WC w TVN)

     Dziś w stacji TV Style miała miejsce odsłona pierwszego odcinka nowego programu podróżniczego Wojciecha Cejrowskiego. Dotychczas program prowadzony przez bosego podróżnika oglądaliśmy na TVP (jako "Boso przez świat"), od dziś program zatytułowany po prostu "Boso" regularnie będzie emitowany na TVN Style. Stacja ta zakupiła 8 premierowych odcinków, co sprawi, że miłośnicy "Boso przez świat" miło spędzą kolejnych osiem piątkowych wieczorów.

    Program "Boso przez świat" debiutowała w 2007 roku w kanale TVP2. Emitowany w niedzielne poranki bardzo szybko zyskał ogromną popularność a Wojciechowi Cejrowskiemu zapewnił powrót do sławy. Dla wielu telewidzów WC wydawał się objawieniem, nagłym pojawieniem się "zwierzęcia telewizyjnego", który ze swadą oprowadzał ich po niezwykle egzotycznych zakamarkach świata.

    Bo nie każdy pamięta, że "Boso przez świat" to tak naprawdę powrót Cejrowskiego do TV. WC pierwsze "pięć minut sławy" zaliczył w 1994 roku, kiedy prowadził "WCKwadrans", program, który w postkomunistycznej Polsce musiał wywoływać kontrowersje i ogromny opór różowego salonu. "Gazeta Wyborcza" z przyległościami nie mogła Cejrowskiego w TV znieść. Wciąż pojawiały się krytyczne teksty o programie i oskarżenia o oszołomstwo i propagowanie faszyzmu (wtedy to była jeszcze mocna obelga, dziś, kiedy toleruje się insynuowanie politycznemu oponentowi pedofilii i morderstwa, "faszyzm" już nie brzmi tak mocno). W każdym razie WC zalazł mocno za skórę lewakom.


    Program zniknął z anteny po dwóch latach emisji, jednak ziarna niezależnego myślenia zostały zasiane. Widzowie TV mogli na własne oczy zobaczyć faceta, który nie powtarza, jak inni, przekazów dnia z "Wyborczej", który wcale nie jest w 100% zachwycony Zachodem i postępującą "europeizacją" Polski. Który wiary, tradycji i patriotyzmu nie traktuje jako balastu, zbędnego bagażu, który przy najbliższej okazji trzeba zrzucić z pleców i zapomnieć.

    Cejrowski w swoim programie piętnował lewactwo i swoiście (przez lewaków) rozumiany postęp. W sporach którymi emocjonowano się w połowie lat 90 zawsze stawał po stronie wartości chrześcijańskich i patriotycznych. Zwalczał proaborcyjne lobby i promocję antykoncepcji, edukację seksualną w szkołach i brak rozliczeń z komunizmem.

    Telewizyjną popularność WC zdyskontował publikując w latach 90 również książki. Polityczne "Młot na lewicę", "Sól do oka" i "Kołtun się jeży". W 1997 roku wyszła nakładem oficyny W.Cejrowski Ltd. książka "Podróżnik WC" w zamyśle autora będąca pierwszym tomem cyklu podróżniczego. Jednak aż do 2003 roku pozostawała jedyną podróżniczą pozycją w bibliografii Wojciecha Cejrowskiego (nie licząc wydanej w bardzo niskim nakładzie "WC na końcu Orinoko").

    Bo nie tylko polityką interesował się WC. Ważniejszą pasją okazały się podróże. Już od połowy lat 80. zwiedzał egzotyczne kraje kilku kontynentów szczególnym uczuciem obdarzając Amerykę Południową. Pokłosiem własnie takich ekspedycji był "Podróżnik WC" z '97, niedawno, bo w 2010 roku, wznowiony w twardej oprawie.

    Wydanie z 2010 roku ma szatę graficzną książek podróżniczych, które WC wydał już w latach ubiegłej dekady. Pierwsza z nich, "Gringo wśród dzikich plemion", ukazała się w 2003 roku, druga, "Rio Anaconda", w 2006. Obie cieszyły się ogromnym powodzeniem - "Gringo..." sprzedał się w nakładzie przeszło 330 000 egzemplarzy.

    Jako że WC należy do osób, które kują żelazo póki gorące, znowu wykorzystał popularność zdobytą na podróżniczych publikacjach i przeszedł ponownie drogę z połowy lat 90, ale tym razem w odwrotnym kierunku - "z książek do telewizji".

    W styczniu 2007 wyemitowano pierwszy odcinek programu "Boso przez świat". W ciągu czterech lat WC nakręcił 108 półgodzinnych reportarzy ze swych podróży. Cechą charakterystyczną było to, że podróże bardzo często były pretekstem do propagowania prawicowych, konserwatywnych idei. Znów, jak za dawnych lat, mogliśmy usłyszeć krytykę cywilizacji współczesnej zachodniej Europy i pseudopostępu. Krytykował biurokrację, nazbyt opiekuńcze państwo i owracanie się człowieka od własnej natury. Piętnował nieodpowiedzialność i brak zaradności.

    Emisja "Boso przez świat" nie obyła się bez perypetii. W 2009 roku zawieszono program na kilka tygodni. Powodem okazało się wsparcie WC dla partii Marka Jurka w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Można z tego wnioskować, że nie ma w Telewizji Publicznej miejsca dla osób z nieodpowiednimi poglądami, nawet jeśli prowadzi tylko program podróżniczy. "Widmo cenzury straszy dziś media publiczne" - podsumował Marek Jurek, my już wiemy, że nie tylko dziś ale i wczoraj i jutro. Cenzura okazuje się stałym elementem TVP - od momentu jej powstania w 1952 roku aż do teraz. Dziwnym trafem to zawsze publicyści konserwatywni, patriotyczni są wycinani z publicznych mediów. Więc ostrze cenzury od 52 roku skierowane jest cały czas w tę samą stronę - na prawo.

    Do przygód z cenzurą doszły również problemy z wypłacaniem tantiem przez TVP i ciągłym zwodzeniem WC w sprawie podpisania umowy na emisję kolejnych odcinków. W pewnym momencie WC powiedział "dość" i odcinki sprzedał konkurencyjnej stacji - TVN Style należącej do koncernu ITI.

    Informacje o transferze Cejrowskiego do stacji TuskVisionNetwork sprowokowało wiele komentarzy. Konserwatywni internauci uznali to za zdradę. Doprawdy trudno jednak zrozumieć, na czym ta zdrada by miała polegać - czy zmienił poglądy, czy nagle zaczął wysławiać komunę, Unię Europejską, nihilizm i "postemp"? Dziwnym trafem misjonarze nie jeżdżą do chrześcijan ale do niewierzących i innowierców. Czy jeśli z prawicowymi poglądami Cejrowski występuje w TVN to jego argumentacja traci na znaczeniu czy wręcz przeciwnie - jest szansa, że rozpropaguje konserwatyzm u "innowierców"?

    Cejrowski w TVN to ogromna szansa na promocję prawicowego, religijnego światopoglądu. Nie widzę sensu w zamykaniu się w getcie prawicowych, "słusznych", mediów. Zamykanie się w niszy sprawi, że WC przekonywałby już przekonanych, co nie prowadziłoby do poszerzania grona konserwatystów w Polsce. Nie wiem skąd u prawicowców chęć do zamykania się w ekskluzywnym klubie i jak najczęstsze "odcinanie się" od "nie dość prawomyślnych" publicystów. I zamiast wyjść do inaczej myślących - spróbować przekonać ich do swoich racji - wolą odsądzać od czci i wiary właśnie takich konserwatywnych misjonarzy.

    Uważam za błędne podejście, które można streścić zdaniem "im nas mniej tym lepiej". Jedna gazeta, jedno radio, jedna TV, jedna partia. Ja jednak dostrzegam więcej korzyści płynących z dużej ilości mediów prawicowych i z obecności prawicowych spadochroniarzy na tyłach wroga, misjonarzy w obcych (wrogich ideowo!) mediach.

    Dopóki WC nie zmieni poglądów na tefałenowskie, jego przejścia do TVN nie uważam za karygodne. Zmiana poglądów - zła, propagowanie poglądów we wrogim środowisku - chwalebne.

czwartek, 9 czerwca 2011

Uważam Rze

Już od 17 tygodni towarzyszy nam nowy tygodnik o oryginalnej nazwie. Pierwszy numer, jeszcze w mało poręcznym formacie, ukazał się 7 lutego bieżącego roku. Nowy projekt Pawła Lisickiego już od momentu zapowiedzi budził emocje i duże nadzieje.

 Prawicowa medialna posucha

Prawicowy, konserwatywny czytelnik od lat nie może czuć się rozpieszczany przez nasze media. Czuje on ciągle niedosyt prawicowej publicystyki. Porównanie ilości konserwatywnych mediów z postkomunistycznymi (i bezideowymi) pokazuje szokującą wręcz hegemonię tych drugich - lewicowych - mediów w Polsce. Na palcach jednej ręki można policzyć wysokonakładowe dzienniki i tygodniki o konserwatywnym zabarwieniu. Jako że z przyczyn oczywistych lista takich pism nie zajmie dużo miejsca spróbuję je wymienić:

Dzienniki:
  • "Rzeczpospolita"
  • "Nasz Dziennik"
Tygodniki:
  • "Gazeta Polska"
  • "Uważam Rze"
  • "Najwyższy czas"
  • "Gość Niedzielny"
  • "Niedziela"
Miesięczniki, kwartalniki:
  • "Nowe Państwo"
  • "Polonia Christiana"
  • "Fronda"  
(Jako kryterium zastosowałem dostępność prawicowych pism w zwykłym kiosku, dlatego pominąłem zbyt "niszowe" pisma. Jeśli, Szanowny Czytelniku, chciałbyś coś dopisać do moich list prawicowych mediów - poleć mi taki tytuł w komentarzu. Chętnie rozbuduję te listy)
     Mimo, że Janina Paradowska pisała niedawno na łamach "Polityki" o niesamowitej potędze prawicowych mediów, lista wcale nie wygląda imponująco, prawda? Przed prawicą jeszcze długa droga i sporo pracy, zanim zdoła zrównoważyć lewicową nadreprezentację w mediach.

    Na razie wymieniłem media papierowe. A jak sprawa wygląda z mediami elektronicznymi? Na pewno też nie możemy pochwalić się ich ilością.

    Ogólnopolskie radio i telewizja:
    • Radio Maryja i TV Trwam
    Trochę mocniej zaznaczona jest "nasza" obecność w internecie.
    • Niezależna.pl
    • Fronda.pl
    • Niepoprawni.pl
    • wPolityce.pl
    • Rebelya.pl
    Choć oczywiście trudno porównywać prawicowe portale z "salonowymi" onetami i gazetami.pl z ich klikalnością, ilością użytkowników,  komentatorów i reklamodawców. Jak świat światem prawicowe media mają trudniej. Wszędzie, nie tylko w Polsce. Ale u nas na "normalny" lewicowy przechył nakłada się jeszcze postkomunistyczny. A nie jest tajemnicą, że w ogromnej większości media w Polsce od 1944 roku wciąż pozostają w tych samych rękach.

    Od 89 roku powolutku rośnie im patriotyczna konkurencja, ale w cieniu medialnych gigantów trudno kilku pędom wątłej roślinki przebić się ku światłu.Tym bardziej, że medialni giganci nie tolerują "prawicowego chwasta". Konserwatywne media oprócz zabiegania o czytelnika i reklamodawcę muszą też wciąż udowadniać, że nie są wcale wielbłądem (faszystą, antysemitą, oszczercą, inkwizytorem...). Konkurencja nie jest wyrównana, bo giganci są też mocno "ukorzenieni" - czerpią z wieloletniego doświadczenia (prawicowcy przed 89 rokiem mogli zdobywać doświadczenie tylko w niskonakładowych publikacjach drugiego obiegu), know-how, struktur i kapitału. Kapitału nie tylko finansowego, również kapitału, jakim jest zaufanie społeczne, którym cieszyła się na początku lat 90 "Gazeta Wyborcza" - jako pierwsza, niekomunistyczna gazeta. Zaufanie, którego "Wyborcza" mimo wszystkich ekscesów nie zdołała jeszcze roztrwonić. Wciąż cieszy się ogromną popularnością w pewnych środowiskach, będąc wyrocznią i arbitrem w wielu sprawach. Również osoby tylko aspirujące do bycia "elitą" sięgają po "Wyborczą", którą traktują jak wyznacznik statusu, legitymację potwierdzającą przynależność do salonu.

     Próby przełamania monopolu

    Jednak czasy monopolu, kiedy na rynku dzienników opiniotwórczych liczyła się tylko "Wyborcza" - minęły. Pewną przeciwwagę stanowi "Rzeczpospolita" Pawła Lisickiego, która kilka lat temu zdobyła się na odwagę i zaczęła publikować "antysalonowych" publicystów. Wcześniej, pod kierownictwem Grzegorza Gaudena, "Rzepa" była klonem "GW". Co zresztą nie dziwiło wcale - tak wyglądały polskie media - wszystkie pisały to samo, nie różniły się w poglądach ani politycznych sympatiach - kółko wzajemnej adoracji. Prawica miała tylko swoje niskonakładowe, skromne, czasem wręcz półprofesjonalne, gazetki.

    Wcześniej, w kwietniu 2006 roku, wyrosła "GW" konkurencja w postaci "Dziennika", wydawanego przez niemiecką korporację Axel Springer. Był to pierwszy dziennik, który mógł na poważnie stanąć w szranki z "Wyborczą". Stał za nim wielki zachodni koncern, więc podstawowy problem prawicowych mediów - fundusze - został rozwiązany. Również skład zespołu redakcyjnego zapowiadał ciekawe czasopismo. Z Robertem Krasowskim, jako naczelnym, zespół redakcyjny tworzyli: Cezary Michalski, Piotr Zaremba, Michał Karnowski. Do dziennika pisywali: Jerzy Jachowicz, Robert Mazurek, Maciej Rybiński, Paweł Paliwoda i Jan Wróbel. Można było przeczytać tam teksty Zdzisława Krasnodębskiego, Jadwigi Staniszkis, Andrzeja Nowaka, Ryszarda Legutki, Tomasza Terlikowskiego, Rafała Matyi i innych dotychczas niezwykle rzadko publikujących w wysokonakładowych pismach autorów.

    O tym, że "Wyborcza" poczuła się zagrożona, może świadczyć reakcja jej dziennikarzy na pojawienie się pisma Axel Springera. Nie przebierali oni w środkach atakując "Dziennik". Najbardziej kuriozalne (w ustach dziennikarzy "GW" - "piewców" wolnego rynku, "liberałów" i "Europejczyków") było wypominanie mu niemieckiego rodowodu i dziecinne przezywanie - "Der Dziennik".

    Specyfiką pism Axel Springera wydawanych poza Niemcami jest ich lekki przechył prorządowy. Niemiecki koncern nie może sobie pozwolić na zbyt ostre atakowanie rządu kraju, w którym wydaje prasę. Profil pisma ukształtowano już na etapie tworzenia składu redakcyjnego i grona stałych współpracowników. "Dziennik" w czasach rządów Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego prezentował konserwatywny światopogląd, jednak gdy PiS zaczął tracić popularność i wszystko wskazywało na wyborczy triumf Platformy Obywatelskiej w "Dzienniku", z dnia na dzień, zaczęto wysławiać politykę ciepłej wody, a krytykować "pisowskie potrząsanie szabelką". Co najbardziej zadziwiające, to to, że  przemiana ideowa "Dziennika" nie polegała na tym, że radykalniej prawicowych publicystów odsunięto na drugi plan a zaczęto zamawiać więcej tekstów u miłośników PO. Przemiana zaszła w publicystyce pojedynczych redaktorów, np. Robert Krasowski i Cezary Michalski ot tak, po prostu zmienili "wyznanie" i już. Jak daleko zawiodłaby "Dziennik" nagła przemiana światopoglądowa, gdyby ten nie zdążył w międzyczasie upaść (2009), pokazuje los Cezarego Michalskiego, który teraz publikuje w skrajnie lewicowej "Krytyce Politycznej".

    I choć redaktor naczelny "Dziennika" prześcigał się w wychwalaniu "przewidywalnej" i "racjonalnej" polityki PO, w odróżnieniu od polityki PiSu, a i tak w pewnym momencie pojawiły się plotki, że w protuskowym lizusostwie nie jest wystarczająco biegły i wkrótce jego stanowisko zajmie ktoś o większym dorobku w tej dziedzinie - redaktor Liz... przepraszam, Lis.

    Krasowski ostatecznie zachował stanowisko, jednak cała aferka zaowocowała żartem, na który pozwolił sobie któryś z redaktorów. Otóż w jednym z wydań dziennika opublikowano krótki tekst traktujący o Condoleezzie Rice, jednak osoba pani sekretarz nie jest tu istotna. Gdy przeczytamy pierwsze litery kolejnych wersów ułożą się nam one w komunikat "Wała Tomaszowi Lisowi".


    Jako się rzekło - "Dziennik" ostatecznie upadł (został przejęty przez wydawnictwo Infor i następnie połączony z "Gazetą Prawną") i pośród wysokonakładowych dzienników jedyną konkurencją dla "Wyborczej" i jej klonów pozostaje "Rzeczpospolita".

    czwartek, 2 czerwca 2011

    Podobno "Wprost" Lisa się nie wiedzie

    Podobno "Wprost" Lisa się nie wiedzie. Czy ktoś przejmie tego wazeliniarskiego szmatławca???

    "Wojciech Cejrowski Boso" w TVN Style

    Już od 17 czerwca na kanale TVN Style będziemy mogli oglądać nowy program Wojciecha Cejrowskiego. Będzie to nowa odsłona znanego i lubianego serialu podróżniczego "Boso przez świat", dotychczas emitowanego w TVP. Przez cztery lata emisji mogliśmy się zapoznać ze 107 odcinkami. Każdy miłośnik serii zapewne zna sposób emisji odcinków "Boso..." przez TVP - przemieszanie odcinków premierowych z powtórkowymi - zasiadając przed telewizorem w niedzielne przedpołudnia nie było wiadomo, czy obejrzymy coś nowego czy widzianą po wielokroć powtórkę.

    Wyemitowane odcinki zostały wydane potem na 15 płytach DVD. Jednak ostatnio współpraca Cejrowskiego z TVP nie układała się najlepiej. Zapewne zarządowi TVP nie pasował kolejny "prawicowiec" - choć program o polityce nie traktował. Jednak dla TVP to żaden argument - w 2009 roku zawieszono emisję programu WC po tym, gdy wystąpił on w reklamówce wyborczej Prawicy Rzeczypospolitej. Krótko mówiąc: "masz prawicowe poglądy - nie ma dla ciebie miejsca w TVP, choćbyś prowadził program o gotowaniu albo podróżniczy".

    W marcu 2011 na swojej stronie internetowej WC narzekał, że od miesięcy nie może się dogadać z TVP. I już wtedy zapowiadał, że nakręci i zmontuje kolejne odcinki, a wtedy sprzeda je temu, kto będzie chciał kupić - niekoniecznie TVP. Najwidoczniej zainteresowanie okazał właśnie TVN Style z którym WC współpracuje już od jakiegoś czasu - od 2008 emitowany jest tam jego program "Po mojemu".

    Kręcąc "Boso przez świat" WC odwiedził z kamerą między innymi Meksyk, Gambię, Ekwador i Portugalię. Odwiedził również polski areszt (Kraków, Montelupich). Za swój program został nagrodzony złotym medalem w kategorii Travel & Tourism na New York Festivals 2008. W wypowiedziach dla mediów nigdy nie krył się swoimi prawicowymi poglądami oraz religijnością. W połowie lat 90 zasłynął serią "WC Kwadrans" oraz organizacją "Festiwali Ciemnogrodu". Oprócz książek podróżniczych opublikował również kilka politycznych: "Młot na lewicę", "Sól do oka" i "Kołtun się jeży".

    TVN Style wyemituje osiem odcinków z których siedem opowiada o podróży do Etiopii. Od 17 czerwca, w każdy piątek (o godz. 21.30) będziemy znowu mogli oglądać podróże pana Wojciecha na bosaka.
    - Bernard Wright

    środa, 1 czerwca 2011

    CZY JESZCZE WARTO ROZMAWIAĆ?

    Już niedługo nakładem Wydawnictwa M ukazać ma się książka będąca zapisem rozmowy z twórcami programu "Warto rozmawiać": Janem Pospieszalskim, Pawłem Nowackim i Maciejem Pawlickim (rozmowę przeprowadziła Sylwia Krasnodęmbska).
    Tak książkę na swojej stronie internetowej zapowiada wydawca:
    Książka ukazuje kulisy powstawania i tworzenia niezwykle popularnego programu Warto rozmawiać oraz prawdziwe przyczyny jego zniknięcia z anteny telewizyjnej.
    Przygotowując książkę o programie Warto rozmawiać, nie sądziliśmy, że ukaże się ona w momencie gdy program będzie już historią. (…) W tytule naszego programu zakładamy, że rozmowa jest czymś korzystnym, cennym – społecznie pożądanym. Ostatnio okazało się, że rozmowa między Polakami jest wręcz niemożliwa.(…) Obserwowaliśmy to i widzieliśmy, jak coraz trudniej rozmawiać, jak coraz trudniej zapraszać strony do studia. (…) Wina nie jest rozłożona równo. Stosowane latami szyderstwa i retoryka niechęci zamieniały się w coś, co ostatnio nazwano „przemysłem pogardy”. Tworzą go aktywnie zarówno politycy, jak i liderzy opinii, profesorowie i publicyści, dziennikarze, celebryci, o satyrykach oczywiście nie zapominając. (…)
    Ten nieco inny sposób widzenia, o którym opowiadamy z Maciejem, Pawłem i Sylwią na kartach tej książki, przysporzył nam wielu wielbicieli, ale także wrogów. Program Warto rozmawiać – jak ktoś nam powiedział – „dawał nadzieję”, pozwalał inaczej patrzeć na świat, ale też (słychać było takie głosy) – jątrzył i „wzmacniał społeczne podziały”. Po pewnym czasie jednak twórcy programu, a przede wszystkim ja, jako prowadzący, zostaliśmy zdefiniowani partyjnie.. Od tego momentu niepotrzebne były już argumenty – wystarczy „pisowska” etykietka. To wszystko dzieje się w kraju, który uważany jest za kraj demokratyczny i w którym ludzie podobno cieszą się wolnością przekonań i wolnością słowa (…) - fragment wstępu
    www.mwydawnictwo.pl/index.php
    "Warto rozmawiać" to niezwykle istotny program telewizyjny, który potrafił wzbudzać emocje i wywoływać zajadłe polemiki. Był emitowany od kwietnia 2004 roku do lutego 2011. Pospieszalski stracił swój program w ramach czystek antyprawicowych w TVP.
    - Bernard Wright

    poniedziałek, 30 maja 2011

    Co czytują politycy? - zastanawia się Jerzy Pilch


    Jak donosi portal wsieci.rp.pl Jerzy Pilch na łamach "Przekroju" zastanawia się nad problemem czytelnictwa pośród współczesnych polskich polityków:
    "Pytanie: co czytają dzisiejszy politycy przywódcy, szerzej: co czytają dzisiejszy polscy politycy, wbrew pozorom nie musi być szyderczą pointą. Jest przynajmniej jedna osoba, która ocala odpowiedź. Obciążony PRL-owskim atawizmem, by jakiej rzadkiej nowości nie przeoczyć, do dziś praktycznie co dzień bywam w którejś z pobliskich księgarń - polityków widuję tam mało, szczerze mówiąc, jednego tylko, byłego mianowicie prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego."
    Czyżby ex-prezydent doczytał wreszcie biografię Ribbentropa???

    Z czytelnictwem Kwaśniewskiego jest pewnie jak z czytelnictwem bacy z kawału:

    Wywiad z bacą:
    - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy?
    - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję...
    - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka.
    - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. Po południu idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki, które czytamy do wieczora. A wieczorem idziemy do Franka i tam czytamy jego rękopisy.
     
    Powszechnie wiadomo, że i Pilch i Kwaśniewski mają słabość do takich "lektur". Pozostaje tylko mieć nadzieję, że swej pasji do książek oddają się z umiarem i nie zniszczą sobie wzroku ani... wątroby.
    - Bernard Wright

    niedziela, 29 maja 2011

    Antysalonik Ziemkiewicza - element "drugiego obiegu"

                               Dziś swą premierę miał "Antysalonik Ziemkiewicza" - nowa odsłona znanego i popularnego programu komentującego wydarzenia polityczne mijającego tygodnia

                "Antysalon" - czyli pierwsza wersja programu — był emitowany co niedzielę w godzinach porannych na kanale TVPInfo. Był obecny w eterze od 2008 roku i cały czas cieszył się, jak na tę porę dnia, bardzo wysoką oglądalnością. Kiedy jednak kilka miesięcy temu władze TVP zaczęły czyścić ramówkę z dziennikarzy o prawicowych, konserwatywnych poglądach, Rafał Ziemkiewicz musiał się pożegnać z programem, który prowadził od ponad dwóch lat i który zdobył sobie wierną rzeszę fanów. Program regularnie oglądało ponad pół miliona widzów, co stanowiło 8% spośród siedzących o tej porze przed telewizorem. Jak na program typu "gadające głowy" wynik ten jest znakomity. I to pomimo bardzo skromnej oprawy i braku jakiegoś specjalnego nagłośnienia medialnego.
                Tracąc swój program Ziemkiewicz nie mógł czuć się osamotnionym - programy stracili również Bronisław Wildstein, Jan Pospieszalski, TVP pożegnała się również z Joanną Lichocką i Anitą Gargas. Wszystko odbyło się zapewne w ramach pluralizacji mediów i poszerzania wolności słowa. Skoro "Gazeta Wyborcza", której od zawsze na sercu leży wolność wypowiedzi, nie rozdzierała z tego powodu szat, a Agnieszka Kublik, która na pluralizm w mediach chucha i dmucha, nie protestowała, najwidoczniej nic złego się nie stało. Debata publiczna na całej operacji "czystek w TVP" nie straciła.
    http://t1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSMHnCYrVpkPmn8kfapEaadTTRcTHP1AaBm5jt56C9hkxXqAMdxQwhttp://t2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTRY2LKKQTbnwUoL3FaGj1TbQSzvCwpjecA9kQTxfKpztPqiclY
                Na szczęście konserwatywni publicyści, którzy stracili posady w TVP nie zaprzestali działalności - Wildstein i Ziemkiewicz cały czas są aktywni na łamach "Rzeczpospolitej", "Uważam Rze", możemy również obcować z ich twórczością w formie książkowej. Niedawno ukazały się "Wkurzam Salon" (wywiad-rzeka z Ziemkiewiczem) i "Zgred" RAZa oraz "Czas niedokonany" - powieść Wildsteina. Również Joanna Lichocka i Jan Pospieszalski realizują nowe projekty - Lichocka nakręciła film dokumentalny "Mgła" (wspólnie z Marią Dłużewską), Pospieszalski kontynuuje współpracę z Ewą Stankiewicz - ich wspólny dorobek stanowią dwa filmy dotyczące reakcji Polaków na katastrofę smoleńską: poruszający "Solidarni 2010" i wstrząsający "Krzyż" z 2011 roku.
    http://t0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTT8g69VX37l0BHSwXZq4PwTU3x0gSla1r7r2jy4ukCdrtcoRIA1ghttp://t2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRmNRpRbY2rDyAWNnuXbn96bdAnwW9gMe2AKH4R3rLQ00QM-F91bw
                 Zarówno "Krzyż" jak i "Mgła" miałyby wielkie problemy z emisją w TVP, na szczęście na naszych oczach zaczął postawać swoisty "drugi obieg" - filmy zamiast na półce w archiwach TVP latami czekać na emisję zostają bezpośrednio skierowane do dystrybucji na DVD. "Mgła" była dystrybuowana z "Gazetą Polską", "Krzyż" można nabyć jako niezależny produkt. Innymi elementami "drugiego obiegu" są pozostałe filmy kolportowane z "Gazetą Polską" (m.in. "List z Polski", "10.04.10" Anity Gargas i inne), lub sprzedawane w sklepach z filmami DVD, jak "Krzyż" ("Eugenika" Brauna inaugurujący serię "Pod prąd. Kino niewygodne" wydawnictwa Rafael - również wydawcy "Krzyża" Stankiewicz).
     http://a4.sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc6/250154_10150608684310085_270379340084_19189066_1795346_n.jpg
                Ktoś mógłby powiedzieć, że to nienormalna sytuacja, że filmy, które mogłyby przyciągnąć ogromną publiczność przed telewizory są kierowane bezpośrednio na DVD. Bo jest to sytuacja dziwaczna, ale dostrzegam pewną szansę w tym, że tworzy się rzeczony "drugi obieg", który tworząc konkurencję mainstreamowi może będzie się powiększał i kiedyś zastąpi główny nurt (teraz w ogromnej większości tworzony przez "salon"). Oczywiście nie można oczekiwać, że czerwony "salon" będzie bezczynnie przyglądał się konkurencji, możemy się spodziewać zmasowanego ataku na niezależne media - wydawców i autorów.
                Jako element "drugiego obiegu" postrzegam też internetową działalność prawicowców - blogi, fora; niezależne, prawicowe serwisy internetowe. Wraz ze wzrostem prędkości przesyłu danych w internecie pojawiła się również możliwość emitowania programów telewizyjnych. Z możliwości tej skorzystała na przykład "Rzeczpospolita", która emituje swoje własne programy, również "Gazeta Polska" aktywnie działa na tym polu.
                Nie dziwi więc fakt, że dziennikarzom od lat współpracującym z "Rzepą", a których programy niedawno "spadły z ramówki", użyczono studio telewizyjne tv.rp.pl - telewizji internetowej Rzeczpospolitej. Na specjalnej podstronie internetowej "Rzeczpospolitej" prezentującej multimedia od kilku miesięcy oglądać mogliśmy program Bronisława Wildsteina ("Bronisław Wildstein przedstawia") oraz "Cafe Rzeczpospolita" będący prowadzony na zmianę przez Wildsteina, Ziemkiewicza i Igora Janke.
    http://grafik.rp.pl/grafika2/664339,687614,9.jpg
                Przyszła też pora na premierę programu będącego internetową wersją znanego z TV "Antysalonu" Ziemkiewicza. Dziś o 10.00 mogliśmy ponownie spotkać się z gospodarzem i jego gośćmi - Zuzanną Dąbrowską i Andrzejem Stankiewiczem. I o ile w samej formule nie zaszły poważniejsze zmiany, dobór gości też nie zaskakiwał, to zupełnie nowa scenografia (wirtualne studio) i oprawa graficzna programu (nowe z oczywistych względów) mogą rozczarowywać. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że dekoracja zostanie jak najszybciej zmieniona, bo dziś zaprezentowana scenografia sprawia wrażenie amatorskiego dokonania nie do końca biegłego w swym fachu grafika 3D. Jednak wszystkich miłośników telewizyjnego "Antysalonu" zapraszam do zapoznania się jego internetową wersją pod adresem: http://tv.rp.pl/video/Wydarzenia,Kraj,Publicystyka/Donald-Tusk-nawrocil-Arlukowicza-
    http://img683.imageshack.us/img683/4185/antysalonik.jpg
                Niech nam przybywa nowych elementów "drugiego obiegu", niech rośnie w siłę, aż stanie się pierwszym obiegiem - mainstreamem. Albo przynajmniej podobnym wagowo przeciwnikiem salonowego nurtu w polskich mediach, aby polemiczny boks nie wyglądał jak pojedynek Dawida z Goliatem.
    - Bernard Wright